Joanna Around the    World

Zapraszam do wspólnej podróży

7 rzeczy do zrobienia na Teneryfie

Hola! Jeśli przeczytałeś/-aś moje dotychczasowe posty o zaginionym bagażu i samochodzie mogłeś/-aś dojść do wniosku, że wycieczka na Teneryfę była porażką. W tym poście chcę Ci pokazać atrakcje, które zatarły złe wrażenie.

Mam nadzieję, że po zobaczeniu tego tytułu nie pomyślałeś/-aś – „Tylko 7? Mam lecieć 5 godzin żeby zrobić tylko 7 rzeczy? bez sensu”. Nic bardziej mylnego, po prostu chciałabym żebyś się w pełni skupił/-a na przeżywaniu tych „atrakcji”, a nie tylko odhaczaniu na TODO liście. Ja przyznaję, że często na wycieczce zmagam się z tak zwanym FOMO (fear of missing out), czyli strachem, że mnie coś ominie. Zaczęłam jednak z tym walczyć i póki co wygrywam. Dlatego też przygotowałam krótką listę, na której z pewnością znajdziesz coś dla siebie.

Dla tych, których tak jak mnie dopada czasem FOMO, mam propozycję. Wybierz z poniższej listy tylko jedną atrakcję, którą faktycznie zrealizujesz. Reszta niech będzie tylko wtedy, gdy Ci się serio będzie chciało – słuchaj siebie!

Oto moja subiektywna lista najlepszych atrakcji, jakie oferuje Teneryfa:

1. Rejs, żeby zobaczyć delfiny

Rejs odbywa się z miejscowości Los Gigantes i jest tam naprawdę dużo łódek do wyboru. Od prywatnych, takich małych jachtów, po takie, na które wsiada dużo ludzi, ale są też najtańsze. Możesz wcześniej wybrać się do portu i popytać. Może akurat dostaniesz jakąś zniżkę. Wybierz tak, żeby to było zgodne z tym czego oczekujesz i z Twoim portfelem. Ja mogę Ci polecić kameralną łódkę, która dla mnie (osoby, która się nie zna) wyglądała jak jacht. Przez sytuację z Covidem i małą ilość turystów, na łódce byłam tylko ja, mój chłopak i chłopaki z Blue Dream Sailing. W normalnej sytuacji zabierają 8 osób, więc wciąż jest kameralnie.

Ten rejs przewyższył moje oczekiwania. Nie dość, że trafiliśmy na delfiny plamiste, które są w tamtych okolicach tylko sezonowo. To okazało się, że są one bardzo zainteresowane zabawą, w postaci wyścigu z łódką – coś pięknego. Mogliśmy sobie siedzieć na dziobie, a nawet leżeć na zamocowanych tam materacach, z piwkiem i winkiem. Mieliśmy też przerwę na pływanie w zatoce Masca. Ja oczywiście cykor, bałam się wejść. David z ekipy, przekonał mnie w ten sposób, że zrzucił mi koło ratunkowe. Niestety mam tak, że pływać umiem tylko, gdy czuję grunt pod nogami, albo czuję się bezpiecznie – koło dało mi to poczucie. Po wyjściu z oceanu czekał już na nas lunch. Niebo w gębie! Nie miałam jakichś oczekiwań, jak zobaczyłam, że w cenie rejsu jest lunch, ale to było mega. Pyszne serki, szynki, świeży hiszpański omlet, oliwki. Czułam się jak na jakiejś romantycznej kolacji. Trochę się rozpisałam, ale mam nadzieję, że rozumiesz już dlaczego jest to mój numer jeden.

2. Dojechać do miejscowości Masca

Dlaczego dojechać? Już po drodze są punkty widokowe, na których warto się zatrzymać. Sama droga nie jest taka straszna, jak ją malują. Przyznaję, że jest kręta, ale jest też bardzo dobrze przygotowana. Jest pełno zatoczek, w których można się „schować”. Jeśli nie jesteś pewna/-y, czy ktoś nie wyjedzie Ci nagle zza zakrętu, czy w ogóle wie, że Ty jedziesz z naprzeciwka – ZATRĄB. Tego patentu nauczyłam się na Sycylii. To taki sygnał „uwaga jadę”. Jeśli natomiast usłyszysz, że ktoś trąbi – POCZEKAJ w takim miejscu, gdzie się razem zmieścicie. Powoli i do celu, który Cię nie rozczaruje. Masca jest malutką wioską, położoną na wysokości 600 m n.p.m, pośród gór. Stamtąd można udać się na trekking wąwozem Masca, który kończy się na plaży otoczonej klifami Los Gigantes. Był on niestety zamknięty w trakcie mojej wizyty. Jeśli więc Tobie uda się go przejść, to proszę o informację czy warto, w komentarzu, dla potomnych. Kochasz „widoczki” i równie mocno dobre jedzenie? Polecam wybrać się do Restaurante „El Guanche ” Alte Schule, gdzie nawet z toalety jest niesamowity widok. Więcej na temat restauracji i jedzenia znajdziesz w moim kolejnym poście.

3. Odwiedzić Anaga Park

Do zwiedzania tego miejsca najlepiej mieć auto, ponieważ Anaga Park jest olbrzymi i ma mnóstwo punktów widokowych. Są tam też szlaki do trekkingów, ale ja wybrałam wożenie dupki. Jedynym „trekkingiem”, na który się wybrałam, była ścieżka o intrygującej nazwie „Ścieżka zmysłów.” Muszę powiedzieć, że już dawno się tak nie skupiałam na czytaniu tabliczek. Było to super ciekawe i mobilizujące do faktycznego wykorzystania wszystkich zmysłów. Na zachętę zdradzę, że jest tam punkt, w którym nagle zrobiło mi się gorąco. Podchodzę do tabliczki a tam napis: „bądź stacją meteorologiczną”, no czad! Cały spacer trwał godzinę, ale bez pośpiechu, z foteczkami. Jak zgłodniejesz na trasie, nie martw się, bo jest tu tania restauracja Casa Santiago z bardzo dobrym jedzeniem, no i widokiem jak na zdjęciu poniżej. Pamiętaj żeby zatankować wcześniej auto, bo w górach raczej będzie z tym problem, a drogi w niektórych miejscach są wymagające.

Ścieżka zmysłów
Widok z restauracji Casa Santiago

4. Spróbować wina w Icod de los Vinos

Miejscowość Icod de los Vinos słynie z drzewa. Tak, tak, nie pomyliłam się – nie z wina, tylko z drzewa. Nie jest to jednak zwykłe drzewo, to El Drago, zwany też Drago Milenario. Najstarsze, bo żyjące już ponad 1000 lat drzewo z gatunku Dracaena, drzewa smoczego. Robi wrażenie i super jest to zobaczyć na własne oczy, ale nie będę ściemniać, nie jestem botanikiem. Dlatego kilka minut patrzenia mi wystarczyło.

Najlepszą atrakcją dla mnie była wizyta w Museum Malvasia. Ja kocham, gdy ktoś ma pasję do tego co robi, a tam tak jest. Pan opowiedział mi historię wina, wytłumaczył jakie ma rodzaje. Później bardzo się starał, gdy je nalewał, czy przynosił przekąskę. Tam po prostu czuć pasję. Można się zrelaksować i zyskać nową wiedzę, np. o tym, że jedno (najlepsze moim zdaniem) z win było ukochanym Katarzyny II Wielkiej. Dlatego jej wizerunek widnieje na butelce.

5. Wykąpać się w naturalnym basenie

Jeśli ktoś kocha wodę, można szaleć korzystając z fal, które rozbijają się na brzegach basenu. Jeśli tak jak ja boisz się wody, możesz po prostu popluskać się przy wejściu. Później usiąść na kamieniu i podziwiać fale, które wlewają się do środka. Możesz też spróbować przyjść jak ocean będzie spokojny. Warto mieć buty do pływania, bo kamienie są bardzo śliskie i drażniące stopy.

6. Odwiedzić Puerto de la Cruz

To idealne miejsce na nocleg, jest tu wszystko – widoki, zieleń, knajpy, sklepy, plaże. Ja pierwszy tydzień na Teneryfie spędziłam przy Los Gigantes i mimo, że było pięknie, to brakowało mi zieleni. To w Puerto de la Cruz pokochałam tę wyspę. Codziennie nie mogłam się doczekać widoku z okna (ten po prawej), tej soczystej zieleni i wzburzonego oceanu. W kolejnym poście napiszę, gdzie możesz zjeść w okolicy Puerto de la Cruz. Natomiast jak Twój brzuszek będzie najedzony, możesz korzystać z uroków tego miasta.

  • Pójdź na plażę del Castillo i rozłóż się z książką na czarnym piasku. Usiądź na murku po prawej stronie plaży i rozkoszuj się widokiem fal, palm i pięknego wybrzeża.
  • Idź na spacer wśród bananowców. Kieruj się w stronę Barranco de la Arena, albo po prostu idź za lokalsami, którzy te ścieżki mają obcykane na spacery z psami (to był mój sposób).
  • Spaceruj wśród kolorowych domków na ulicy Maquinez, a raczej miejsc, gdzie znajdziesz rękodzieła. Zatrzymaj się na małym, ale klimatycznym placu Benito Pérez Galdós w Agora Bar & Café.
  • Odwiedź Loro Park i daj znać jak było, bo mi niestety nie było dane tam dotrzeć. Przez pandemię wejścia były limitowane i bardzo drogie

7. Plażowanie na Golden Beach

Złota plaża jest moim zdaniem najwygodniejsza do leżenia – piękna, długa i szeroka. Przy niej są małe bary, gdzie możesz wypić kawkę, albo piwko. Jeśli znudzi Ci się leżenie na plaży, możesz się wybrać do La Laguny. Jest to fajne, małe miasteczko, pełne zabytków, dzięki którym zostało wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Jak zmęczysz się chodzeniem i szukaniem tych miejsc, możesz zrobić przerwę na relaks w jakiejś knajpce.


Bonus: Zrobiłam dla Ciebie mapę, na której umieszczone są wszystkie powyższe punkty.

Pewnie zastanawiasz się dlaczego nie wspomniałam o Teide. Niestety z powodu warunków pogodowych nie udało się dotrzeć. Miałam pozwolenie na wejście na teren wulkanu (takie elektroniczne), a nawet wykupioną wycieczkę z przewodnikiem. W dniu, w którym miała się odbyć dostałam wiadomość, że muszą odwołać, bo pozamykali szlaki. No nic, to była lekcja odpuszczania. Wierzę, że Tobie się uda. Pamiętaj tylko, żeby odpowiednio wcześniej na stronie wulkanu, ubiegać się o pozwolenie na wejście. Jest ono darmowe, chodzi tylko o to, że jest limit osób, które mogą się tam danego dnia zjawić. Obecnie jest to jeszcze bardziej zredukowane z uwagi na covid, więc to jest coś, czym polecam się zająć wcześniej.

Z powodu mojego przewrażliwienia na możliwość kradzieży przy punkcie widokowym (niestety mi się przydarzyło na Majorce). Przypominam:

  • Nie zostawiaj nic wartościowego w samochodzie.
  • Po zamknięciu auta, upewnij się, że serio jest zamknięte.

Czekam na Twoje wrażenia, po skorzystaniu z moich poleceń :). Jeśli masz jakieś pytania, komentarze są również miejscem, gdzie możesz je zostawić.

Jeden komentarz do “7 rzeczy do zrobienia na Teneryfie

  1. Kocham te palmy, dla mnie nr jeden na każdej liście 🌴❤️ Mam nadzieję, że kiedyś uda mi się zrealizować punkty z tej listy 😷

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.